
Połowa prezentów firmowych nie zostaje u obdarowanych. I nikt Państwu o tym nie powie
WYBÓR
Z badania na 606 pracownikach wynika, że w koszu ląduje zaledwie siedem procent nietrafionych upominków. Pozostałe dziewięćdziesiąt trzy znikają po cichu, a decyzja o kolejnym zamówieniu zapada bez tej wiedzy.
Wrzesień. Arkusz z trzema ofertami, każda w osobnym pliku. Rozmowa o tym, czy w zeszłym roku nie wyszło zbyt skromnie. Pytanie, czy kawa nie powtórzy się trzeci sezon z rzędu. Decyzja zapada po kilku tygodniach, zamówienie idzie, a potem zostaje już tylko pilnowanie kurierów.
I w tym właśnie momencie kończy się Państwa wiedza o tym prezencie.
Dokąd trafia upominek, którego nikt nie chciał
Badanie przeprowadzone w lipcu 2026 roku na 606 pracownikach pokazuje, że połowa z nich wyrzuciła, oddała dalej lub sprzedała prezent otrzymany od pracodawcy. Rozkład tych dróg jest następujący:
| Co się stało z upominkiem | Udział |
|---|---|
| przekazany rodzinie albo znajomym | 60% |
| wystawiony na OLX lub Vinted | 20% |
| zostawiony w przestrzeni wspólnej biura | 10% |
| wyrzucony | 7% |

Dane pochodzą z raportu „Strategia czy improwizacja?”, wydanego przez firmę sprzedającą vouchery i karty podarunkowe, a więc podmiot, który ma interes w takim wyniku. Metodologia jest opisana, próba realna, liczby wiarygodne. Interpretację warto czytać z tą świadomością. Niezależnie od źródła, badanie międzynarodowe z kwietnia 2026 roku wskazuje zbieżny rząd wielkości: około czterdziestu procent upominków firmowych nie dożywa użycia, a przedmioty z nadrukiem są zachowywane średnio przez trzynaście miesięcy.
Dlaczego nigdy się Państwo o tym nie dowiedzą
Proszę spojrzeć jeszcze raz na tę tabelę, ale pod innym kątem. Nie jako na listę strat, lecz jako na listę zdarzeń, o których osoba zamawiająca mogłaby się dowiedzieć.
Prezent wyrzucony na oczach zespołu byłby informacją zwrotną. Nieprzyjemną, ale użyteczną. Tyle że wyrzuca go siedem procent, i robi to w domu.
Sześćdziesiąt procent przekazuje upominek dalej, rodzinie albo znajomym. To dzieje się tydzień później, w zupełnie innym mieście, i nie wraca do nikogo w firmie. Dwadzieścia procent wystawia go na sprzedaż pod zmienionym opisem. Dziesięć zostawia w kuchni, gdzie wygląda to po prostu jak czyjeś roztargnienie.
Z czterech dróg, którymi znika nietrafiony prezent, żadna nie prowadzi z powrotem do osoby, która go kupiła. Dlatego decyzja o kolejnym sezonie zapada dokładnie tak samo jak poprzednia: po kilku tygodniach namysłu, na podstawie trzech ofert w arkuszu i zera informacji o tym, co się stało z poprzednim zamówieniem.
To nie jest zarzut wobec nikogo. To jest opis układu, w którym brakuje jedynej rzeczy, która mogłaby go poprawić: odpowiedzi.
Co łączy wszystkie cztery drogi
Teraz rzecz najważniejsza w tym tekście.
Przekazanie dalej, sprzedaż, porzucenie, wyrzucenie. Cztery różne zachowania, cztery różne motywacje. A jednak każde z nich wymaga spełnienia dokładnie tych samych dwóch warunków.
Prezent musi należeć do jednej osoby. Nie da się oddać szwagrowi czegoś, co należy do dwudziestu osób. Nie da się wystawić na sprzedaż czegoś, czego nikt nie uznaje za swoją własność.
Prezent musi opuścić biuro. Dopóki stoi w kuchni, nie ma go jak przekazać dalej ani sprzedać. Jedyne, co można z nim zrobić, to sięgnąć po niego albo nie sięgnąć.
Marnotrawstwo prezentów firmowych nie bierze się więc z tego, że są rzeczami, a nie pieniędzmi. Ani z tego, że są jedzeniem, a nie przeżyciem. Bierze się z własności indywidualnej połączonej z przypadkowością, a ponad połowa organizacji przyznaje, że nigdy nie konsultowała decyzji zakupowej z zespołem.
Prezent, który jest wspólny i zostaje w miejscu pracy, wypada z tej mechaniki w całości. Nie dlatego, że jest lepszy. Dlatego, że nie spełnia warunków.

Rzecz, którą można kupić w drodze z pracy, nie niesie żadnej informacji
Jest jeszcze druga przyczyna, rzadziej nazywana, a dla odbioru prezentu równie rozstrzygająca.
Jeżeli mam ochotę na ptasie mleczko, idę do najbliższego sklepu i je kupuję. Za kilkanaście złotych, po drodze, bez niczyjej pomocy. To samo dotyczy bombonierki stojącej przy każdej kasie w Polsce.
Zestaw zbudowany z rzeczy, które obdarowany może nabyć sobie sam w drodze do domu, jest miły, i na tym się kończy. Nie jest gestem, ponieważ gest polega na tym, że ktoś zrobił coś, czego odbiorca nie zrobiłby dla siebie. Jeśli zawartość pudełka pokrywa się z półką w markecie, jedyną informacją, jaką niesie, jest kwota. A kwota nie jest wiadomością, którą firma chce wysłać.
Zupełnie co innego dzieje się wtedy, gdy ktoś otwiera słój, próbuje i zatrzymuje się na moment, bo nie wie, co to właściwie jest. Nie widział tego nigdy w sklepie. Nie umie tego nazwać. Pyta kogoś obok, czy też próbował.
To jest ten moment, dla którego się zamawia. I jest on dostępny wyłącznie wtedy, gdy w środku znajduje się coś, czego obdarowany nie mógł kupić sobie sam.
Prezent, którego nie da się zabrać do domu
Wspólny Kosz do biurowej kuchni powstał z tej właśnie obserwacji, choć wtedy nie znaliśmy jeszcze liczb.
Pięć słojów, trzy duże i dwa mniejsze, staje w kuchni i zostaje tam do wyczerpania. Czekolada do picia, wypieki, mieszanka bakalii, herbata liściasta z naszej własnej linii i mały słój, który domyka całość. Zawartość każdego z pięciu wybierają Państwo osobno.
Wszystkie pięć etykiet projektujemy w Państwa identyfikacji: kolory, typografia, znak, zgodnie z księgą marki. Karta z życzeniami jest utrzymana w tym samym języku wizualnym. To jedyny zestaw w naszym katalogu, w którym marka zamawiającego znajduje się na każdym elemencie, i nie jest to naklejka na gotowym opakowaniu, tylko etykieta zaprojektowana od zera.
Kosza nie da się przekazać szwagrowi. Nie da się go wystawić na sprzedaż. Nie da się go zostawić w kuchni, bo on w kuchni właśnie stoi, i to jest jego miejsce docelowe, nie przystanek.
Co znika razem z problemem wykluczeń
Przy zamówieniach dla większych zespołów najwięcej czasu zajmuje nie pakowanie, lecz ustalenie, ile osób nie pije alkoholu, kto nie je glutenu i kto nie je produktów odzwierzęcych. To pytanie zadajemy w briefie, ponieważ bez niego zestaw dla części zespołu jest bezużyteczny.
Przy koszu wspólnym to pytanie przestaje istnieć. Każdy bierze to, na co ma ochotę, i tyle, ile chce. Nikt nie odstawia pudełka na bok przy całym zespole, bo nikt nie dostaje pudełka.
Rozwiązuje to przy okazji problem, który badanie nazywa wprost: ponad połowa organizacji nigdy nie pyta zespołu o zdanie. Kosza nie trzeba uzgadniać z nikim, ponieważ nie jest zgadywaniem czyjegoś gustu. Jest poczęstunkiem, przy którym każdy decyduje sam.
Czy to znaczy, że prezent indywidualny się nie broni
Nie. I byłoby nieuczciwe tak ten tekst zakończyć.
Osiemdziesiąt dwa procent zatrudnionych w Polsce dostaje świąteczny upominek od pracodawcy, a sześćdziesiąt dwa procent traktuje go jako przejaw docenienia i szacunku. Prezent indywidualny działa, pod warunkiem że ktoś go zaprojektował, zamiast wybrać z półki. Zestaw przygotowany dla konkretnej osoby, z zawartością, której ta osoba nie kupiłaby sobie sama, i z dedykacją napisaną przez kogoś, kto ją zna, nie podlega żadnej z czterech dróg opisanych wyżej. Po prostu dlatego, że nikt go nie oddaje.
Oba rozwiązania mają sens w różnych sytuacjach. Zestaw indywidualny jest gestem wobec jednej osoby. Kosz w kuchni jest gestem wobec zespołu, który zejdzie się po niego w grudniowy poniedziałek.
Różnica nie przebiega między rzeczą a przeżyciem. Przebiega między zaprojektowanym a przypadkowym.
Cztery pytania, zanim Państwo zamówią
Zanim zapadnie decyzja o kolejnym sezonie, warto zadać sobie cztery pytania. Odpowiedź przecząca na którekolwiek z nich wystarczy, żeby wrócić do kompozycji.
Czy obdarowany mógłby kupić sobie zawartość tego zestawu sam, po drodze z pracy?
Jeśli tak, prezent nie niesie informacji o niczyim wysiłku.
Czy w zestawie jest choć jedna rzecz, której odbiorca nigdy wcześniej nie widział?
To ona zostaje w pamięci, nie opakowanie.
Co fizycznie stanie się z tym prezentem po wyjściu z biura?
Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiem”, to jest dokładnie ta sama odpowiedź, którą mieli Państwo rok temu.
Czy ktokolwiek zapytał osoby, które to dostaną?
Przy prezencie wspólnym pytanie odpada. Przy indywidualnym jest nie do pominięcia.
Prezent nie musi być droższy. Musi mieć powód, żeby istnieć, i adresata, o którym ktoś pomyślał.
Jeżeli zastanawiają się Państwo nad gestem na ten sezon, chętnie go dopracuję. Nie musi to być kosz.